Oto Pan B. – dyrektor departamentu w centrali dużego banku.

Jest solidnie wykształconym  profesjonalistą (studia podyplomowe, MBA, szkolenia za granicą) i cenionym menedżerem. Do dyspozycji ma służbowy samochód, laptop, telefon komórkowy – standardowe narzędzia menedżera.

Bank Pana B. właśnie wprowadza restrukturyzację. W jej wyniku zmieniają się kompetencje i zadania departamentów, niektóre są łączone, inne wręcz likwidowane. Połączenie z innym departamentem dotknęło również zespołu Pana B. Konsekwencje tej sytuacji są oczywiste – o jednego dyrektora departamentu jest za dużo. W walce o fotel dyrektora nowego, połączonego departamentu wygrywa konkurent, a Pan B. na pocieszenie otrzymuje propozycję, bardzo korzystnego finansowo, „pakietu”, w zamian za natychmiastowe odejście. Pan B. zgadza się na rozwiązanie umowy za porozumieniem stron, inkasuje sowite odszkodowanie, oddaje samochód, laptop, komórkę i …wychodzi z budynku centrali.

Tu dopada go zupełnie nowa rzeczywistość. Stojąc kilka chwil przed wyjściem z banku zastanawia się … jak u licha dojechać do domu?! Nie ma samochodu, nie ma telefonu, więc nie może zadzwonić po taksówkę, nie ma zielonego pojęcia jakie środki komunikacji miejskiej dojeżdżają do jego domu! I czy w ogóle koło jego domu jest jakikolwiek przystanek autobusowy?!

Do końca dnia Pan B. nie odebrał ani jednego telefonu, nie zajrzał do komputera. Bo nie miał już ani telefonu, ani komputera. Do domu dotarł po kilku godzinach, pytając ludzi i przesiadając się. Nikt specjalnie nie zwracał na niego uwagi, ani też o jego uwagę nie zabiegał. Nikt nie dawał dowodów uznania, nie wyrażał podziwu, nie pytał o radę, nie wymagał trudnych decyzji, wyczerpujących raportów, skomplikowanych operacji finansowych. Nie wydał też Pan B. nikomu żadnego polecenia, od nikogo niczego nie żądał, nie wymagał, nie oczekiwał. Był jednym z tłumu. Gdzie się podziało jego przywództwo? – zastanawiał się Pan B. Zostało w banku, w okazałym gabinecie, w komórce, w samochodzie, w laptopie?

Epilog

Pan B. szybko znalazł nową pracę, a właściwie headhunterzy go znaleźli. Finansowo w ogóle nie ucierpiał. Ma pracę bardziej odpowiedzialną, lepiej płatną, większe kompetencje i przywileje.

Ten jeden, szczególny dzień pozornie niczego nie zmienił w życiu Pana B. Jednak w zakamarku jego analitycznego umysłu, jak gwóźdź utkwiło pytanie  – czym jest przywództwo i co, tak naprawdę, tworzy lidera?